Bój się i rób

with 26 komentarzy

„Bój się i rób” to chyba najcelniejsze motto dla człowieka w dzisiejszym świecie. W świecie, który tak bardzo pociąga a jednocześnie budzi tak wiele lęków. To motto człowieka, który chce się rozwijać i który jest zmęczony byciem wciąż w tym samym miejscu.

„Bój się i rób” to hasło przewodnie Latającej Szkoły Agaty Dutkowskiej. Pod skrzydłami Agaty wiele kobiet znalazło odwagę do bycia sobą, do podążania własnymi ścieżkami, a nie tymi, które wyznaczają nam inni. W kilku miastach w Polsce pod postacią Latających Kręgów kumuluje się odwaga kobiet i staje się siłą napędową do realizowania własnych marzeń.

Raz w roku energia ta przybiera ogromne rozmiary podczas Zlotu Latającej Szkoły. Ja do tej pory nie mogłam uczestniczyć w Zlocie, ale dołożyłam małą cegiełkę do tegorocznego wydania 🙂 Zachęcam do inspirowania się tekstami Agaty na jej stronie i do korzystania z jej pomysłów. Warto!

 

Lęk może przybierać różne formy i objawiać się na różne sposoby. Może mu towarzyszyć uczucie cierpienia, bezwładu, przygnębienia aż do napadów paniki. Musimy tak przeprogramować swoją świadomość, aby z pozycji cierpienia przejść do pozycji siły i dopiero wtedy stawiać czoła własnym lękom.
Bój się i rób

Na temat oswajania własnych lęków napisała książkę amerykańska psycholog Susan Jeffers. Tytuł oryginału, „Feel the fear and do it anyway”, na polski przetłumaczono jako „Nie bój się bać”. Bardziej adekwatne byłoby tu nasze hasło „Bój się i rób”, ale przecież nie o tytuł tak naprawdę chodzi.

Chodzi o to, by postarać się uświadomić sobie własne lęki i je zaakceptować. Tak, właśnie. Zaakceptować. Nie walczyć z lękiem, ale po prostu przyjrzeć się mu i pogodzić się z tym, że jego odczuwanie jest integralną częścią człowieka jako istoty żywej.

Susan twierdzi, że brak umiejętności radzenia sobie z lękiem jest problemem pedagogicznym (nie psychologicznym), czyli, że wystarczy zmienić sposób myślenia i nauczyć się innego spojrzenia na lęk.

Każdy lęk ma 3 poziomy.

Poziom 1

Przedmiotem naszej obawy są konkretne sytuacje. Możemy tu wyróżnić dwa rodzaje lęków:

  1. Lęk przed tym, co może się zdarzyć, np. choroba, wojna, zwolnienie z pracy, rozwód
  2. Lęk przed sytuacją wymagającą naszej aktywności, np. zmiana zawodu, zakończenie związku, publiczne zabieranie głosu

Poziom 2

Lęk nie dotyczy sytuacji zewnętrznych, lecz stanu naszego umysłu. I tu kilka przykładów:
– lęk przed sukcesem,
– lęk przed porażką,
– lęk przed odrzuceniem,
– lęk przed skrzywdzeniem…

Poziom 3

To po prostu lęk, że NIE PORADZĘ SOBIE z daną sytuacją.

 

 

Tak naprawdę wszystkie nasze lęki sprowadzają się do obawy, że z czymś sobie nie poradzimy: nie poradzę sobie z chorobą, nie poradzę sobie z samotnością, z utratą pracy, z porażką itd.

Gdybyś wiedział, że poradzisz sobie ze wszystkim, co ci się przytrafi, to czego miałbyś się bać? Odpowiedź brzmi: Niczego!

Susan Jeffers

photo-1425009294879-3f15dd0b4ed5

 

A więc spróbujmy zaprzyjaźnić się z mottem Bój się i rób. Niech prowadzi nas i poszerza nasze strefy komfortu.

A jak jest u Was? Czy jest coś, co spędza Wam sen z powiek? Jak sobie z tym radzicie? A z wiekiem boicie się bardziej, czy mniej?

 

Follow Agnieszka:

Latest posts from
  • Moim zdaniem to hasło jest bez ściemy. Nie znam takiej osoby, która nie odczuwałaby żadnego lęku. Każdy się czegoś boi, ale niektórzy poddają się temu lękowi, są sparaliżowani i nie potrafią, i nie chcą się ruszyć. To hasło pokazuje, że strach może nam towarzyszyć w różnych sytuacjach, ale tylko podejmując działanie, możemy coś osiągnąć. Ba, po osiągnięciu sukcesu będzie nam towarzyszyć kolejny strach, potem następny itd. Nieznane budzi niepewność, strach czy lęk. Strach będzie zawsze, ale to my powinniśmy mieć nad nim kontrolę, a nie odwrotnie.

    • Oj, ciężko jest kiedy strach przejmuje kontrolę nad człowiekiem 🙁

  • Bardzo lubię to motto. Dodatkowo warto sobie uświadomić, że często boimy się czegoś wyimaginowanego z powodu falszywych przekonań, które są w nas.

    • Tak, to prawda. Przekonania to zmora 🙁
      Dużo czasu zajmuje najpierw uświadomienie sobie, że je mamy, potem, że są fałszywe i na końcu przekształcenie ich w te budujące… Ale najważniejsze, że da się to zrobić 🙂

  • To prawda, że lęk ogranicza nas w życiu. Bojąc się nie podejmujemy wielu wyzwań, przez co wiele tracimy. Warto pokonywać swoje lęki i odważyć się, aby zrobić coś, czego nawet byśmy się po sobie nie spodziewali.

    • I tego nam wszystkim życzę. Małymi kroczkami do przodu, codziennie o krok dalej. Aż życie i świat otworzą przed nami takie możliwości, o których teraz BOIMY SIĘ nawet pomyśleć 😉

  • Im częściej będziemy przełamywać nasze leki tym z mniejszą intensywnością będą nas atakowały, tak naprawdę nie tyle boimy się czegoś tylko naszych reakcji. 🙂

    • Tak właśnie jest, lęk przed naszymi reakcjami. Warto sobie to uświadomić i odpowiednio zmienić myślenie.

  • Z wiekiem boję się zdecydowanie… inaczej. Moje lęki ewoluują i po prostu powoli akceptuję samą siebie. Swoje słabości i mocne strony 🙂

    • U mnie też jest tak, przestałam bać się niektórych rzeczy, zaczęłam bać się innych – ciągły rozwój 🙂 Fajnie, że piszesz o tej akceptacji, ona bardzo pomaga w rozwoju i samorealizacji.

  • świetne motto!
    nie chodzi przecież o zaprzeczanie lękom, czy próby zostania super-człowiekiem bez lęków. raczej o nieustanne stawianie im czoła i przełamywanie. i robienie tego, o co nam chodzi.

    • To ta sławna strefa komfortu, którą faktycznie trzeba poszerzać, żeby nie stać w miejscu 🙂

  • Ja nie wiem czy mi się nasila z wiekiem ale na bank świadomość mam lepszą i trochę już wiem że lęk należy oswoić stopniowo i jakoś dalej to się kręci. A hasło ” Boj się i rób”- genialne! 🙂

    • U mnie właśnie z wiekiem się nasiliło, ale jest też tak jak piszesz, świadomość ogarnia znacznie więcej, więc jakoś daję radę.

      • Ale za to na starość jakie będziemy odważne i wogóle! ;D

  • Puka strach do drzwi – drzwi otwiera odwaga patrzy a tam nikogo nie ma 😉 Ściskam, Daria xxx

  • Jak nie mam sił się ścierać, to obchodzę bokiem 😉 Nie lubię się ścierać i wolę iść z prądem. I teraz pytanie, czy w moim przypadki znalezienie tej siły i robienie mimo bania się byłoby postępem, czy raczej poddaniem się ogólnej presji, że trzeba życie brać szturmem i zmienianiem siebie na siłę, no bo przecież trzeba 😉 Czasami się nad tym zastanawiam i Twój wpis mi o tej dumajce przypomniał. 🙂 Niestety odpowiedzi nadal na horyzoncie nie widzę.

    • Jeśli obchodząc bokiem dochodzisz to tego, o co Ci c h o d z i ł o to chyba jest OK 🙂
      Myślę, że dążenie do tego, aby się rozwijać, wciąż dotyczy niewielkiej grupy osób (mimo wszechobecnych haseł do tego nawołujących) i to właśnie płynięcie z prądem według mnie jest poddaniem się ogółowi.

  • Długo pracowałam na to aby nie bać się niczego. I niczego się nie boję. Niczego co dotyczy mnie samej. Jedyna rzecz, której się boje to cierpienie moich bliskich. Boję się że nie byłabym w stanie im pomóc. Boję się mojej bezsilności w obliczu cierpienia najbliższych mi ludzi. Wiem, wiem, że i w takich sytuacjach byłabym zmuszona poradzić sobie. Właśnie dla ich dobra. Jednak ten lęk we mnie tkwi. Pozostałe lęki już dawno zostały rozwiane. Jak to się mówi – ćwiczenie czyni mistrza 🙂 byłam i zobaczyłam że nie ma co i nie ma czego się bać. To siedzi w naszych głowach.

    • Ściskam Cię, Monia <3
      Cieszę się bardzo, że doszłaś do tego etapu w swoim życiu. Ze mnie to jeszcze jednak straszny cykor.
      No i te samoloty 🙁

  • Agusia zabieram Twoje „bój się i rób” na dobre 🙂 Ja też jestem cykor, choć ludzie myślą o mnie zupełnie inaczej. Potrafię się zmobilizować i stawić czoła trudnym sytuacjom, ale zawsze boję się na wszystkich trzech poziomach. Tak jak i teraz. Czasami mam uczucie, że chciałabym się zapaść w jakąś ciemną norkę, wejść pod kołdrę i nie wyjść już. Ale potem wychodzę i choć cała drżę „boję się i robię”. Nie lubię tego, bo oceniam się wtedy bardzo surowo, a to mi nie pomaga. Cały czas mam uczucie, że to co robię jest beznadziejne, ale dalej robię 🙂 Teraz znów jest czas bania się i robienia 🙂 Świetny wpis! Dla mnie na dzisiaj idealny!!!

    • Dziękuję Kochana 🙂
      A to, co napisałaś, tak bardzo jest mi bliskie. Czy kiedyś nadejdzie taki moment, że nie będziemy bały się niczego?

  • Świetna inicjatywa, gdzie jak gdzie, ale uważam, że szczególnie w Polsce kobiety potrzebują takiego wsparcia. Mit kobiety posłusznej wobec męża, często rezygnującej ze swoich marzeń z obawy, że się nie uda, nie wypada, że powinna się zająć domem już dawno powinien być obalony. Myślę, że wynika to też z wychowania (lata 80te), gdzie dziewczynki miały być grzeczne i cichutkie. Od dzieciństwa podcinano nam skrzydła. Czas to zmienić!